notująca - krytyk rzeczywistości
Kategorie: Wszystkie | czytam | myślę | słyszę | widzę
RSS
piątek, 30 lipca 2010
ENH 2010

Dopiero kolejny festiwal mnie zmusił, żeby zajrzeć na mojego biednego zaniedbanego bloga... Dużo dobrych filmów i książek było w międzyczasie, ale trudno, uleciały. Chyba za dużo w realu się działo :-)

Co zaś do Wrocławia, to tradycyjnie wymienię swoich faworytów (a sporo ich się trafiło w tym roku):

"Synu, synu, cóżeś ty uczynił?"

Herzog, ale dla odmiany w wersji fabularnej. Nie przebija dokumentalisty, ale i tak warto. Pokręcona fabuła lekko w klimacie Lyncha (producenta filmu notabene), ale z herzogowskim poczuciem humoru. Do tego genialni Willem Defoe i Udo Kier, no i cała masa flamingów ;-)

"O bogach i ludziach"

Słusznie nagrodzony w Cannes, jeden z najlepszych filmów tego roku. Kontemplacyjna, piękna, wyciszona (i oparta na faktach!) historia o tym, czemu i jak ludzie zostają męczennikami za wiarę. Mnie, ateistkę, takie dzieła utwierdzają w szacunku dla religii i prawdziwej wiary.

"Życie z wojną w tle"

Dowód na istnienie dobrego amerykańskiego kina. Nowy film Todda Solodzna, pokazujący pokręconą zwyczajność Stanów. Pozytywnie skojarzył mi się z niedawno widzianym, równie dobrym, "Poważnym mężczyzną" braci Coen

"Swastyka"

Jeden z najdziwniejszych, ale i najlepszych filmów festiwalu. Znajduje się w wielu krajach na czarnej liście i bardzo rzadko jest pokazywany publicznie. Czemu? To dokument, bardzo surowy i prosty w formie - składają się nań archiwalne filmy z Niemiec lat 30. A wśród nich unikatowe nagrania, wykonane przez Ewę Braun w górskim domku Hitlera.

Fascynująca jest już sama historia powstania filmu, którą opowiedział reżyser Philippe Mora na spotkaniu z widzami. Przygotowując w latach 70. materiały do zupełnie innego dokumentu natrafił na zdjęcie Ewy Braun z 16-milimetrową kamerą w ręku. Zaintrygowany, zwrócił się do Pentagonu z pytaniem o to, czy amerykańscy żołnierze nie odkryli kręconych przez nią prywatnych nagrań. Okazało się, że w archiwach amerykańskiego wojska od lat leżą nie ruszane przez nikogo puszki z filmami. Widzimy na nich Hitlera bawiącego się z dziećmi i psami czy Ewę Braun i nazistowskie szychy pluskających się w strumyku. Oczywiste kontrowersje wzbudziło pokazywanie tej ludzkiej twarzy krwawego dyktatora, po poznaniu intencji autora filmu ma to jednak głęboki sens: wyjaśnia on, że jeśli będziemy przedstawiać Hitlera jako wcielonego diabła, nie rozpoznamy nadejścia podobnych jemu, bo wydawać się nam będą zwykłymi ludźmi.

Archiwalne nagrania są zupełnie pozbawione komentarza (uzupełniono tylko nieme filmy o dźwięk, rekonstruując dialogi dzięki czytaniu z warg), dopiero na samo zakończenie widzimy drastyczną scenę z jednego z obozów koncentracyjnych - potworne stosy ludzkich ciał, zgarniane do dołu przez spychacz. A to z kolei skontrowane jest przewrotną piosenką, towarzyszącą napisom końcowym - "Don't Let's Be Beastly To The Germans". Mora tłumaczył, że zrobił to, aby nie pozostawiać widzów samych z tym okropnym końcowym obrazem. Bardzo mocna rzecz.

"Kosmos"

Dzięki przeglądowi kina tureckiego odkryłam cudownego reżysera z tego kraju - nazywa się Reha Erdem. "Kosmos" to jego najnowszy film (widziałam także "Ile za ile", o którym za chwilę, oraz pokazywane w zeszłym roku "Życie Hayat"), magiczna baśń o świętym głupcu, derwiszu, czyniącym cuda, a jednocześnie popełniającym w swej naiwności niewybaczalne błędy. Na uwagę zasługuje także fakt, że to jedyny (sic!) z widzianych przeze mnie tureckich filmów, w którym nie ma obrazu statków przepływających majestatycznie przez Bosfor :-P (może dlatego, że dzieje się w Karsie, słynnym ze "Śniegu" Pamuka).

"Beautiful Darling"

Dokumentalny hołd dla Candy Darling, jednej z muz Warhola, pięknej, wrażliwej kobiety, która miała pecha urodzić się w ciele mężczyzny. Oprócz wycieczki w fascynujący świat Fabryki jest to historia dramaty transseksualisty, pokazana z wdziękiem i wielkim taktem.

"Ile za ile"

Kolejny, dla mnie chyba najfajniejszy film Rehy Erdema, mimo o wiele lżejszej formy. To przewrotna czarna komedia wymieszana z moralitetem, zgrabnie i świeżo udowadniająca tezę, że pieniądze szczęścia nie dają. Konstrukcyjna perełka, uświadomiłam sobie na przykład w pewnym momencie, że wszystkie, zgrabnie wynikające z fabuły dialogi bohaterów dotyczą li i jedynie zarobków, wydatków, przecen i kradzieży :-)

"Moje szczęście"

Rosyjski odpowiednik świetnego "Domu złego", pokazujący wszystko, co najgorsze we współczesnej i minionej Rosji. Okropny, fascynujący, świetny film.

"Pułapka na kraby"

Jedyny w tym roku przedstawiciel bardzo lubianego przeze mnie współczesnego kina południowoamerykańskiego (Kolumbia), ale spełniający z nawiązką moje oczekiwania. Ciekawa historia, niespieszna narracja, prawdziwy morał.

"Amer"

Mam pewien problem z tym filmem, bo to obraz z gatunku tych, za którymi zwykle nie przepadam - mocno artystyczne kino, pozbawione jasnej fabuły, operujące bardziej obrazami i emocjami niż historią. Mimo to umieszczę go na liście udanych seansów, zachwyciło mnie bowiem to, jak twórcom filmu udało się oddać rzeczy na pozór nieoddawalne w kinie - kobiecą zmysłowość, strach, fantazje na temat rzeczywistości
00:05, notujaca , widzę
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 maja 2010
Doc Review cz. 2
"Najlepszy gniot świata"

Przezabawny, ciekawy, choć nie powalający dokument - na pewno zainteresuje wszystkich fanów "Zabójczych ryjówek". Mam tylko nadzieję, że jakieś kino się zreflektuje i pokaże tytułowy gniot czyli "Trolla 2" - to musi być naprawdę fascynujący film :-)

"Wideokracja"

Ważna pozycja, odsłaniająca mechanizmy funkcjonowania polityczno-medialnej kliki we Włoszech. Nieźle zrobiona. Czemu więc czułam niedosyt? Chyba po prostu dlatego, że - jako osoba interesująca się mediami, nie dowiedziałam się z tej projekcji niczego nowego. A może po prostu byłam niewyspana...

"Wymazać Dawida"

Jeden z ciekawszych dotąd filmów tej edycji. Ciekawy pomysł: młody angielski dokumentalista jest zaniepokojony ilością danych na jego temat, gromadzonych przez różne instytucje czy znajdujących się w Internecie. Postanawia "zniknąć" na miesiąc, zlecając prywatnym detektywom, aby go odnaleźli, znając jedynie jego imię i nazwisko. Ciekawe także wykonanie - film jest zrobiony bardzo sprawnie, trochę w konwencji thrillera.

"Pax Americana"

Efekciarski (ale w dobrym stylu) amerykański dokument o światowym wyścigu zbrojeń, który właśnie zaczyna docierać do Kosmosu. Naprawdę fajna forma, a poza tym masa bardzo ciekawych i niepokojących informacji (na przykład o tym, co może kryć się za systemami obrony przeciwrakietowej). Polecam i pacyfistom, i militarystom.

"Czarny autobus"

Jedno z rozczarowań. Historia kobiet, które wyrwały się z opresyjnego, ortodoksyjnego środowiska jerozolimskich chasydów. Ale film jest przegadany, bohaterki pokazane tak naprawdę bardzo powierzchownie, całość nudnawa.

"Miasto na morzu"

 Arcyciekawy temat - reportaż o wybudowanej w latach 50., oczywiście darmową siłą roboczą więźniów, radzieckiej platformie wiertniczej na środku morza Kaspijskiego. Skala tego projektu oszałamia - poza samymi szybami naftowymi na sztucznych konstrukcjach wzniesiono całe osiedle mieszkaniowe. Obecnie całe "Naftowe kamienie" są w stanie degradacji, złoża ropy są na wyczerpaniu - ale dla wielu ludzi od lat jest to jedyny dom. Technicznie film nie powala, ale warto obejrzeć.

"Niewierni z Taliwoodu"

Absolutne mistrzostwo świata, dla mnie - przebój tegorocznego festiwalu. Twórca i główny bohater filmu (australijski artysta George Gittoes) jest kompletnym wariatem, pakującym się bez przerwy w bardzo niebezpieczne sytuacje, a jednocześnie bardzo mądrym człowiekiem, który ma do powiedzenia ważne rzeczy. Dwa lata spędził w Pakistanie, gdzie przyglądając się tamtejszym fanatykom religijnym odkrył lokalny przemysł filmowy, będący cztery razy bardziej obciachową wersją Bollywoodu. Rozrywka ta, bardzo lubiana przez miejscowych, jest jednak zakazana przez talibów, a jej twórcy - prześladowani. Żeby ich wesprzeć, Gittoes za własne pieniądze produkuje dwa filmy, więcej - występuje w nich jako jedna z kluczowych postaci. Sceny z tych produkcji są przezabawne, jednocześnie jednak na planie cały czas czai się groza: aktorzy wielokrotnie spotykają się z groźbą śmierci za sianie publicznego zgorszenia. To, co się wydaje głupawą rozrywką, okazuje się w istocie bardzo odważną walką o swobodę artystyczną. Historia kręcenia filmów jest też dla reżysera pretekstem do pokazania problemów panujących w Pakistanie, np. okropnej sytuacji tamtejszych kobiet.

Pierwsza godzina filmu mimo to jest dość rozrywkowa, później jednak zamienia się w bardzo poważną publicystykę, walącą widza obuchem w łeb. Kolorowe filmy są wypierane przez materiały propagandowe al-Kaidy, prześcigające się w okrutnych (i prawdziwych) scenach mordowania "niewiernych" (ostrzegam - ich bardzo drastyczne fragmenty znalazły się w samym filmie).

Z seansu wychodzi się oszołomionym, przerażonym, ale i zafascynowanym, a o opowiedzianej w nim historii długo nie można zapomnieć. Taki powinien być właśnie dobry dokument.


 






16:45, notujaca , widzę
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 maja 2010
Doc Review cz. 1

Biały diament

Z jednej strony, chyba nie dało się lepiej zacząć festiwalu, z drugiej - wszystkie kolejne filmy będą miały problem, żeby takiemu początkowi dorównać. Herzog-dokumentalista okazał się jak zawsze niezrównany. Uwielbiam zwłaszcza jego niesamowity talent do wyciągania ze wszystkich postaci fascynujących historii - w jego filmie na równi barwni są wszyscy trzej bohaterowie: inżynier - konstruktor nowoczesnego sterowca, tubylec z amazońskiej puszczy i... jego ukochany kogut. Do tego: ciekawe archiwalia, piękne zdjęcia przyrody i rozważania o ludzkiej naturze.

A dodatkowym bonusem była obecność samego Mistrza, który piętnaście minut przed końcem seansu cichutko wszedł do sali i usiadł na schodach dwa metry ode mnie (!!!!), a później ze skromnym uśmiechem odpowiadał na durne pytania organizatorki i ciekawsze pytania widzów. Szkoda tylko, że spotkanie trwało tak krótko.

Walka na końcu świata

Relacja z wyprawy ekologicznych piratów, którzy próbują uniemożliwić Japończykom połowy wielorybów, przeprowadzane pod płaszczykiem badań naukowych. Ciekawy temat, prawda? Niestety, marnie pokazany. W rezultacie otrzymaliśmy nieco przydługawą i miejscami nudnawą opowieść o fascynujących ludziach. Twórcy filmu nie skorzystali z przykładu najlepszych (patrz wyżej ;-) ) i w ogóle nie zainteresowali się swoimi bohaterami. No ale warto, po pierwsze dla niektórych pięknych ujęć, po drugie - czyż to nie piękne marzenie, zaciągnąć się na taki piracki statek?

Kolonia

Klasyczny, ciekawy dokument o amerykańskich pszczelarzach. Sprawnie zrobiony, pięknie nakręcony, trochę szwankujący jeśli chodzi o opowiadaną historię - gdzieś w połowie filmu zaczęła się rwać i powtarzać. 






11:10, notujaca , widzę
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 kwietnia 2010
"Burrowing"
Do pójścia do kina zachęcił mnie fakt, że to film festiwalowy (ostatnie ENH). Niestety, okazał się "festiwalowy" w złym tego słowa znaczeniu. Czyli - nuda, przeintelektualizowanie (Henry David Thoreau recytowany przez dziesięciolatka), kręcenie jak z Dogmy (jak ktoś mógł w opisie określić to "wysmakowanymi zdjęciami"??). Do tego faktycznie, świetna muzyka, ale to trochę za mało na 70 minut po ciemku.
13:35, notujaca , widzę
Link Komentarze (2) »
"Co nas kręci, co nas podnieca"
Woody Allen w dobrej formie. Powrót (po "Vicky Christinie..." czy "Wszystko gra") do klasycznej, komediowej, nowojorskiej konwencji. Dużo humoru, przewrotne zwroty akcji, galeria świetnych postaci (z mistrzowskim głównym bohaterem Borisem). Rozrywka na poziomie.

PS. Absolutnie kretyńskie tłumaczenie tytułu - "Whatever works" oddaje klimat filmu sto razy lepiej
13:35, notujaca , widzę
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 marca 2010
"Kapuściński. Non-fiction" - uwagi w trakcie lektury

Czytam sobie "Kapuścińskiego. Non-fiction" - bo nie przeczytać nie wypada, a "Imperium" i "Heban" zaliczam do swoich ulubionych książek. Niestety, z każdą kolejną stroną jestem coraz bardziej  wkurzona (dlatego piszę o niej przed skończeniem całości).

Nie chodzi o niewygodne fakty, różnice między świetnym pisarzem a nierzetelnym reportażystą, nie chodzi o stawianie Kapuścińskiego na piedestale ani nurzanie w błocie. Chodzi o to, że to jest grafomania, a nie biografia. Domosławski na każdej stronie stara się podkreślić swoją obecność, udział, zdanie ("wyblakłą, bez okładki, pachnącą starością [książkę] znalazłem na poddaszu Kapuścińskiego"; "wspomina Barbara, po mężu Wiśniewska, z którą przez trzy dni rozmawiam w Vancouver"; "próbuję wykonać buchalterską robotę: co, gdzie, kiedy"). Ja chcę poznać losy i postać Kapuścińskiego, a nie perypetie związane z opisywaniem jego historii! Już się boję, co będzie, jak zaczną się opisy podróży Domosławskiego śladami jego bohatera. Okaże się, że to on poznał Che Guevarę?...

Niech ktoś mi powie, że to nie jest pretensjonalne:

"Czytam ten dokument ponad pół wieku później i wiedząc wszystko, co się wie o tamtej epoce, nie potrafię opędzić się od pytań. [...] Po odpowiedź idę do świadków czasu, aktorów dramatu"
02:20, notujaca , czytam
Link Komentarze (2) »
środa, 10 lutego 2010
Naczelna "Przekroju" rozmawia z Wyrypajewem

Właśnie nieomal zadławiłam się piwem, czytając następujący fragment wywiadu z poprzedniego numeru "Przekroju":

"Wyrypajew: (...) Chciałbym robić filmy gatunkowe, takie jak 'King Kong' czy 'Avatar', ale z przyczyn oczywistych to niemożliwe, więc robię to, na co udaje mi się zdobyć pieniądze

Janowska: Rzeczywiście trudno znaleźć coś wspólnego między 'Avatarem' a 'Tlenem'

Wyrypajew: Może dlatego, że 'Avatar' jest filmem o wiele lepszym niż 'Tlen'? Ale zaskoczę panią. Istnieje coś wspólnego między tymi dwoma obrazami. Podobnie jak James Cameron chciałbym, żeby podczas oglądania 'Tlenu' widz poczuł samego siebie.

Janowska: Zaskoczył mnie pan, przyznaję. 'Avatar' oprócz oszałamiającej sfery wizualnej prowokuje do zastanowienia sięnad tym, co my jako gatunek ludzki jesteśmy w stanie zrobić z własną planetą. Natomiast pański 'Tlen' to według mnie pytanie, co robimy sami sobie. Marzy pan o kinie gatunkowym, a tymczasem 'Tlen' jest mieszanką najróżniejszych języków (...)"

Czytać dalej trochę się boję. Zbyt wiele pytań kołacze mi się po głowie, z czego najważniejszym jest: czy pani Janowska nie zna pojęcia sarkazmu, czy też ma tak wyrafinowane poczucie humoru, że nie załapałam żartu??

Martwiłam się ostatnio o przyszłość "Przekroju" pod nowym kierownictwem. Teraz zaczynam być przerażona...
00:33, notujaca
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 stycznia 2010
Gopnik, Adam
Mało znany jest ten pan w Polsce, a szkoda. Nie dość, że pisze genialnie, to jeszcze bardzo mądrze. Poczytać go można na łamach "New Yorkera", ja jednak znam go przede wszystkim z dwóch książek, zbierających publikowane tam artykuły - "Paris to the Moon" i "Trough the Children's Gate". Jego teksty po angielsku są określane jako "essays", ja bym to chyba nazwała felietonami - tylko gdzie można przeczytać felietony na 30 stron? Wspomniane książki to zbiory pięknych obrazków z dwóch miast - Paryża, w którym mieszkał przez kilka lat jako korespondent, i ojczystego Nowego Jorku. Obrazki to może jednak nie najlepsze słowo - Gopnik nie skupia się na topograficznych opisach czy szczegółach, zamiast tego rewelacyjnie oddaje ducha miasta. Poza tym opowiadane historie są dla niego pretekstem do rozważań na najróżniejsze tematy - błyskotliwych, zabawnych, frapujących. Mam takie malutkie, naiwne marzenie (poza tym oczywiście, żeby ktoś raczył wydać go w Polsce), żeby pomieszkał parę lat w Warszawie i pokazał moje miejsca widziane swoimi oczami. Strasznie jestem tego ciekawa.
15:57, notujaca , czytam
Link Komentarze (1) »
"Śnieg"
Nieszczęsny Orhan Pamuk leżał na mojej półeczce "do przeczytania" od dostania Nobla, ale ja do sięgnięcia po książkę muszę mieć odpowiedni nastrój (dlatego nie mogłabym być zawodowym recenzentem... ). Czemu nastrój na "Śnieg" przyszedł właśnie teraz, to chyba nie wymaga głębszej analizy ;-) Ale miałam rację, że się nie rwałam do niego. Czemu? Sama do końca nie wiem. To dobra książka, niegłupia, do tego świetnie napisana (wciągnęłam w trzy dni, poczytując ją jedynie w wolnych chwilach). Ale chyba po prostu to nie jest moje i tyle. Do fanklubu się nie zapiszę. Strasznie mnie irytował główny bohater, ni cholery nie mogę wzbudzić w sobie sympatii do niego. No i nie dziwię się, że zdaje się Pamuka nie kochają w ojczyźnie - obraz Turcji na łamach jego prozy jest dość ponury i zniechęcający (choć może oczywiście prawdziwy - nie wiem, tam jeszcze mnie nie było).
15:31, notujaca , czytam
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 stycznia 2010
"Gorzkie mleko"
Spieszno mi było zobaczyć nowy film reżyserki "Madeinusa" (notabene nie wiedziałam, że jest krewną mojego ukochanego Vargasa Llosy). Niestety, zbyt spieszno, bo pokaz przedpremierowy w Kinotece okazał się porażką pod względem technicznym - przez sporą część seansu obraz był wyświetlany poniżej ekranu, przez co nie było widać napisów, za to pojawiały się na przykład mikrofony zwisające nad aktorami. A że to film, którego mocną stroną jest klimat, takie zabiegi bardzo przeszkadzały w odbiorze. Podejrzewam, że dlatego właśnie spodobał mi się mniej, niż na to zasługuje. Bo przecież były piękne obrazy (z niesamowitą aktorką w roli głównej), był magiczny nastrój, były niesamowite peruwiańskie wierzenia i wnikliwe antropologiczne studium biedoty żyjącej w slamsach na obrzeżach Limy. Wydaje mi się, że jednak pierwszy film tej reżyserki był sporo lepszy, ale chyba spróbuję obejrzeć jeszcze raz "Gorzkie mleko", w normalnych warunkach. Może zmienię zdanie.
12:25, notujaca , widzę
Link Komentarze (4) »
"Ślepy los"
Dokument o wyprawie niewidomych, tybetańskich dzieci w Himajale. Nie powala formą, ale można się z niego dużo ciekawych rzeczy dowiedzieć - o tym, jak można przekraczać własne ułomności, i jak ciężki jest los niewidomych w buddyjskiej kulturze (wierzy się tam, że ślepota to kara za grzechy popełnione w poprzednim życiu). Poza tym porażające jest pokazanie, jak coś, co miało być akcją dla dobra dzieci, zamienia się w grę ambicji himalaistów. Dla przewodników celem staje się dojście na szczyt za wszelką cenę, przestają przejmować się dzieciakami, które zamiast radosnej przygody otrzymały morderczy wyścig. Strasznie przygnębiające.
12:15, notujaca , widzę
Link Dodaj komentarz »
"Bękarty wojny"
Jako zapewne ostatnia osoba w Polsce obejrzałam w końcu najnowszego Tarantino. I nie żałuję, bo dawno nie zrobił tak dobrego filmu (mimo że nadal uważam, że daleko odszedł od formy znanej z "Pulp fiction" i "Wściekłych psów"). Kilka genialnych aktorskich kreacji, masa zwariowanych pomysłów i swoisty, perwersyjny wdzięk historii pisanej na nowo. Pamiętam liczne głosy, że to nie wypada, że nie można przedstawiać Holocaustu w tak frywolnej formie - moim zdaniem jednak Tarantino nie zbanalizował zła drugiej wojny. Mimo komediowej konwencji, wiele scen jest wstrząsających, jak na przykład prolog dziejący się we francuskiej wiosce. Podejrzewam, że wielu Amerykanów z tego filmu po raz pierwszy dowiedziało się, jak wyglądała rzeczywistość Żydów pod niemiecką okupacją. 
12:08, notujaca , widzę
Link Komentarze (1) »
"20 lat nowej Polski w reportażach"
Jako że uwielbiam reportaże, a ponadto uwielbiam Mariusza Szczygła (mimo że ciągle mam dysonans poznawczy, bo nie cierpiałam go w polsatowskim "Na każdy temat", a pokochałam jego teksty o Czechach), nie mogłam przegapić tego autorskiego wyboru. Naprawdę warto po niego sięgnąć, nawet jeśli dzięki regularnej lekturze "DF" i "Polityki" część tekstów jest już znana. Szczygłowi udało się osiągnąć zamierzony efekt - stworzył genialną panoramę Polski ostatnich dwóch dekad, tego, czym żyli ludzie, z dala od bieżących i zapominanych po miesiącu politycznych sporów. No a poza tym niektóre reportaże to istne perełki. Ciężko się oderwać. 
11:59, notujaca , czytam
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 grudnia 2009
"Piekielny Brooklyn"
Piekielna książka. Dziwaczny, nieskładny, lekceważący zasady interpunkcji strumień świadomości jej bohaterów - ludzi z najpodlejszych nowojorskich rynsztoków. Wciągający jak twardy narkotyk, od pierwszych stron, wypluwający oszołomionego czytelnika na jego stacji metra, czującego się jak tania męska dziwka na amfie. Dzieło geniusza, ale geniusza przeklętego. Hubert Selby Jr musiał mieć naprawdę niefajne życie.
11:11, notujaca , czytam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 grudnia 2009
"Biała wstążka"
Czy dystrybutorzy filmowi chcą dobić nasze i tak pogrążone w jesiennej depresji społeczeństwo? W kinach grane są teraz dwa dobre, ale bardzo nieprzyjemne filmy - "Dom zły", o którym pisałam w czasie WFF, i "Biała wstążka" Michaela Haneke.

Zestawiam je z premedytacją, bo po obejrzeniu obu ciężko otrząsnąć się z wrażenia, że świat to najpodlejszy padół, a ludzie to wilcy. Ciekawe jednak, że Polak i Austriak użyli zupełnie innej formy, aby to oddać - Smarzowski epatuje przemocą, jego obraz jest bardzo brutalny, dosłowny, wali obuchem; Haneke zrobił film spokojny, nastrojowy (nie mówiąc już o tym, że czarno-biały), w którym zło subtelnie wyłazi spod podszewki świata, przez co groza jest spotęgowana. I tu moje małe "ale" - IMO troszkę za mało subtelnie, zwłaszcza jak na twórcę czegoś takiego jak "Ukryte". Film byłby lepszy bez paru naprawdę niepotrzebnych dosłowności, na przykład w wątku kazirodczym. Troszkę chyba brak wiary w widza...

W mojej ocenie - dobry, ale nie wybitny. A na jesienne depresje zdecydowanie polecam zamiast "Wstążki" "Cichy chaos" :-)
13:19, notujaca , widzę
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
web stats stat24