|
notująca - krytyk rzeczywistości
Blog > Komentarze do wpisu
WFF cz. 4
"Kroniki z Mexico City"
Zabawny i wartki, ale czysto rozrywkowy film. Kilka oryginalnych historii, przecinających się w pewnych momentach. Pomysły, trzeba przyznać, reżyser miał niezłe - na przykład uzależniona od porno urzędniczka przy kości, mszcząca się na swoim obłudnym szefie, czy młodociany gangster wierzący, że jego przeznaczeniem jest uniemożliwienie inwazji kosmitów. "Zero" Coś się chyba ze mną popsuło. Kolejny polski film, który bardzo mi się spodobał. Nie wiem, czy debiutujący w długim metrażu Paweł Borowski miał tyle tupetu, że celowo nawiązał tytułem do tragicznie nieudanego "0_1_0" (pogrobowy film Piotra Łazarkiewicza), ale jednocześnie takie skojarzenie się wręcz nasuwa (i tłumaczy, czemu towarzystwo wzajemnej adoracji potraktowało go tak niesprawiedliwie w Gdyni): bardzo podobna historia - na fabułę składa się wiele przeplatających się wątków, dotyczących nowoczesnego, wielkomiejskiego życia, a akcja filmu toczy się w ciągu doby. Tyle że jest jedna, olbrzymia różnica: film Borowskiego jest świetny. Wyraziste, żywe postaci, mistrzowsko poprowadzona narracja, prawdziwe emocje. Dziękuję za przywrócenie mi wiary w rodzime kino. "Mamut" Kompletna porażka. Nie wiem, jak twórca "Lilja 4-ever", filmu, który wgniatał w ziemię, mógł zrobić taki banalny, mainstreemowy obraz. Niby ważne, gorzkie tematy społeczne (prostytucja nieletnich, seksturystyka, pogoń za pieniądzem bogatych Amerykanów i biednych Filipińczyków), a widza wcale to nie wzrusza, zamiast tego zmusza do ziewania. Szkoda. "Telstar" Fabularny portret niezwykle ciekawej postaci - Joego Meeka, producenta muzycznego, który w latach 60. zrewolucjonizował rynek. Pewnie bardziej by mi się podobał, gdybym go obejrzała z polskimi napisami, bo koszmarna niewyraźna angielszczyzna bohaterów czasem sprawiała, że gubiłam wątek. Ale i tak było warto. "Żołnierzyk" Dla takich właśnie filmów chodzi się na festiwal, czy w ogóle do kina. Absolutnie genialny. Oryginalny, prawdziwy, dławiący w gardle. Historia Dunki, która wróciła w stanie psychicznej rozsypki z misji w Iraku (do wojska poszła, bo "chciała robić coś dobrego") i pomaga ojcu-stręczycielowi, wożąc jego nigeryjską call girl (a zarazem kochankę) do klientów. Pokazana bez patosu, słodko-gorzko. Naiwność, podłość, zagubienie, totalnie poplątane relacje rodzinne. Wszystko niejednoznaczne, jak w życiu. Wielkie kino. niedziela, 18 października 2009, notujaca
|
|